Przyjaciel Brennej - Góral-Poeta z Istebnej - Jerzy Probosz
Góralska wigilia w przestrzeni 30 lat
„Pierwszą dobrze pamiętam wigilię z roku 1908. Była wspaniała. Ojciec wrócił z Ameryki, przywiózł swemu jedynakowi i „ancug” i nowe boty i godzinki i różne inne bawidełka. Na stole było wszystkiego dość, ciastek i cukierków, jeszcze nigdy przedtem ani też potem tyle nie było, a jednak przy tym wszystkim siedziałem osowiały. Ojciec zadowolony, matka ucieszona, syn smutny. Jadłem mało, po wieczerzy matka troskliwa pyta: — Cóź czi Jurzićku, czi czie brzuh boli, czi sze czi hce spacz? — Niy! ale rehtorz nóm wczora padali, że nas usz odyndóm. Dalsze słowa płacz stłumił i łkałem jeszcze śpiący z żalu za rechtorzem, który mię bardzo lubił i zawsze się mnie pytał, co tam Jura z Jónkym piszom nowego w Gwiazdce. Tyle z polskiej historii wiem, com się u niego w pierwszej klasie nauczył. Poszedł, bo nie „pasowoł” , „szpecił bandym”. Drudzy uczyli o Babenbergach i Habsburgach, o Polsce ani słowa, baty hojnie za polskie książki rozdzielali, ale kiedy Polska powstała, pierwsi sięgnęli po sute posady, dziś z nich pany całą gębą, a mój biedny rechtór, co uczył kochać Ojczyznę Matkę, znajduje się poza nawiasem życia. Tak świat płaci! Płakałem przed laty trzydziestu nad Twą dolą, dziś pięści zaciskam.. Boże, nie poczytaj tego za grzech!
Dziesięć lat później druga pamiętna wilia już w wolnej Ojczyźnie. Ojciec wrócił z wojny, ja szczęśliwy, bo mogę służyć Polsce, tej wyśnionej, wymarzonej, wypłakanej, wymodlonej, wywalczonej, morzem krwi okupionej. Matka wspomina, cośmy to przeżyli; żywności brak, rekwizycje, czerwonka zabiera najbliższych, ale to wszystko za wolność. Po owieczki my poszli do Słowiok, bo sałasze dała Rada Narodowa. Już na „kajżdo” chodzę w nogawicach (później to i na zolyty). Nie trza szporować sukna, bo się zrobi. Ach, jak ciepło w gunioku i wełnianych rękawicach!
Znów dzień za dniem leci i znowu za 10 lat pamiętna wilia w 1928 roku. Żonuś się krząta, wszystko przygotowane, dzieciaki me własne, trzej synowie, choinkę zapalają. Do stołu siadamy, śpiewamy: Ojcze Nasz Wszechmogący, ale jeść nie mogę, dławi mię w gardle. Zmartwienie mam niemałe. Aby bronić praw góralskich, utworzono Związek Śląskich Górali, mnie powierzono prezesurę Koła w Istebnej i to rozczerciło nadleśniczego. Właśnie przedwczoraj, gdy interweniowałem w sprawie pokrzywdzenia górali w nadleśnictwie, usłyszałem słowa: jak jeszcze raz przyjdę, to wylecę za drzwi. Takiego przyjęcia nie spodziewałem się w wolnej Polsce. Czułem przedsmak długiej, zaciętej, na śmierć i życie walki; szykany sługusów i lizuniów. I znów wilia po latach dziesięciu — latoś. Nie wesoła, a przecież jakże radosna. Przecie ziemica nasza Piastowska wolna, już braci nie czechmanią; Związek Śląskich Górali rośnie na zaolziańskim terenie, ale... na świecie nic bez „ale” . — Czegóż ci brak? — powiecie. Żal mi mej braci, co przed laty dwudziestu piersią swą góry zasłoniła. Żal mi, bo w kyrpcach dziurawych na mrozie w lutym i marcu 1919 roku służbę nie z przymusu, ale dla idei pełnili. A z stupięćdziesięciu chłopa ani jeden nawet odznaczenia nie otrzymał; dostali, co armię Mackensena rozbrajali, dostali inni, ale ten szary, o którym tyle ostatnimi czasy deklamowano, to nic i nic! To też ze smutnych mych wilij latosia najsmutniejsza...”
5 lat później: nie doczekał Wigilii
Góral [pseud. Jerzy Probosz], Góralska wigilia w przestrzeni 30 lat, „Gwiazdka Cieszyńska” , 30 grudnia 1938, nr 100 ; kto: prezes Zw Gór. Śl., koło w Istebnej
(Przyjacielowi K. F. Sabathowi poświęcam.)
Mój druhu serdeczny! My razem pójdziemy
O Panie! Nie rozłącz w wieczności górali,
Którzy tu na ziemi bardzo się kochali.
Jakoś nam ponuro i chłodno na świecie,
Nas idealistów pospolitość gniecie.
Karol złamie pióro, ja zaniecham pługa
1 pójdzie odpocząć utrudzony sługa.
Lecz przedtem przewiny, Jezusie, odpuść nam,
Byśmy z czystą duszą stanęli u Twych bram.
Góral. "GWIAZDKA CIESZYNłKA"
.jpg)

Komentarze
Prześlij komentarz