Szkoła w Bukowej (wersja uproszczona)
Historia szkoły „w dolinie Bukowej”, a konkretnie "w Hucie" (na terenie dawnej huty szkła) sięga końca XIX wieku. Choć przyjęło się świętować w XXI wieku rocznice 60-, 70- i 80- lecia szkoły w Brennej Bukowej, w istocie jubileusz powinien być dwukrotnie bardziej zacny, gdyż szkoła kierowana przez jej budowniczego (dyrektora Biłkę), ma dwa razy więcej lat niż się przyjęło!
Już w 1881 roku uruchomiono oddział; w 1884 roku wybudowano budynek szkoły "w Hucie", a od 1890 roku istniała niezależna szkoła (z pewną przerwą ok. 1911 roku); przez niemal 70 lat szkoła funkcjonuje „w dolinie Bukowej”, a konkretnie "w Hucie".
Po II wojnie światowej na ok. 12 lat szkołę przeniesiono (w 1952) „do Szeląga” powyżej Chrobaczego, a ok. 1964 „do Smrecznika”, gdzie powstała i do dziś stoi nasza "tysiąclatka".
na ok. 12 lat jest następnie przeniesiona (w 1952) „do Szeląga” powyżej Chrobaczego, a ok. 1964 „do Smrecznika”, gdzie powstała i do dziś stoi nasza "tysiąclatka".
Wbrew wielu publikacjom
Skoro pierwszy budynek szkolny powstał w 1884 roku, a drugi w 1964, proponuje się obchody:
150-lecie szkoły „w Bukowej” i 70-lecia „tysiąclatki” (Niezależna szkoła nr 2 w Bukowej powstała oficjalnie w 1890 roku, a więc 6 lat po budynku), świętowane w X roku 2034 roku.
Jedną z najcenniejszych relacji odnośnie życia w Brennej na przełomie XIX i XX wieku są wspomnienia jednego z mieszkańców Brennej Bukowej, zapisane przez grupę nauczycieli z panią Gabrielą Nowaczek na czele. Relacja ta zanotowana w 1963 r. zbiega się z incjatywami historycznymi nawiązującymi do obchodów tysiąclecia państwa polskiego i akcji budowy tzw. "tysiąclatek", tj. tysiąca szkół na okrągły jubileusz istnienia. Stąd też treść wywiadu poza tematami służby wojskowej, etc. ogniskuje się również wokół szkoły, podając nam wiele szczegółów ciekawostek z życia mieszkańców Brennej.
Paweł Kotorc urodził się 6 grudnia 1878 roku w Bukowej w średniozamożnej rodzinie chłopskiej (gazdowskiej) posiadającej 30 morgów, tj. kilkanaście hektarów (jeśli morga austriacka = 0,58 ha).
Mimo pochodzenia z stostunkowo "bogatego domu" jego życie nie różniło się znacząco od życia większości mieszkańców Brennej przyzwyczajonych od najmłodszych lat do ciężkiej pracy fizycznej. praca ta często realnie utrudniała lub wręcz uniemożliwiała naukę i rozwój miejscowych dzieci. Dość powiedzieć, iż w miesiącach letnich absencja uczniów wynosiła ok. 90 %, zaś w pozostałych ok. 30 %.
Choć więc teoretycznie dzieci spędzały siedem lat w szkole, uczęszczając do niej od 7 do 14 roku życia, w praktyce ich naukę możnaby skomasować w 3 latach, a nawet w 1 roku! Co ciekawe, mimo wszystkich ograniczeń, czas ten pozwalał jednak niemal wszystkim nauczyć się "pisać, czytać i rachować". Ale na niewiele więcej. Wynikało to z faktu, iż na jednego nauczyciela przypadało między 100 a 300 dzieci, które ten musiał podzielić na trzy "oddziały" (jakby klasy). Każde z dzieci uczyło się więc zaledwie ok. 2-3 godziny dziennie!
Sam Kotorc należał do jednego z ostatnich roczników, które uczęszczały do najstarszej szkoły, oddalonej od jego domu ok. 3 km (niespełna godzinę drogi). Jego nauka przypadła na lata 1885–1892. Powinien on więc uczęszczać już do gmachu szoły powstałego tuż nad kościołem i cmentarzem, ale z jakiegoś powodu o gmachu tym nie wspomina (teoretycznie bowiem już w 1881 roku uruchomiono oddział w Bukowej (być może w wynajętej góralskiej izbie?); a w 1884 roku wybudowano już nowy budynek szkoły "w Hucie", który sześć lat później stał się siedzibą niezależnej szkoły.
W tym czasie uczyło go czterech nauczycieli Kozieł, Hawran, Jaworski i Jonczy.
Z czasów nauki szkolnej wspomina m.in.:
Drastyczne metody wychowawcze: Zapamiętał szkołę z powszechnego stosowania rózgi. Do najbardziej drastycznych incydentów należało zabieranie dziewcząt do piwnicy i wymierzanie chłosty na gołe pośladki przez nauczycieli. Również ksiądz sięgał po tego typu metody.
Nauczyciela "na rauszu": Jeden z jego nauczycieli (Jonczy) stawał się szczególnie agresywny i wyładowywał złość na uczniach, gdy przed lekcjami nie wypił porcji rumu.
Wystarczyło kilka dni w miesiącu: Latem chodził do szkoły zaledwie 2–3 razy w miesiącu, a i tak bez problemu zdawał do następnych klas, opanowując czytanie, pisanie i rachunki.
Pióro jako rzadkość: Na co dzień uczniowie pisali rysikami na tabliczkach, a tradycyjnym piórem i atramentem w zeszytach zezwalano im pisać tylko dwa razy w tygodniu.
Rzadki i wymarły zawód: Borykał się z ciężką dolą góralską, pracując jako wypalacz węgla drzewnego (wypalał tzw. mielerze).
Późny ślub i długa starość: Ożenił się wyjątkowo późno jak na tamte czasy (w wieku 30 lat), ale mimo sędziwego wieku i trudności z chodzeniem do końca zachował pełną sprawność umysłową oraz dobrą pamięć.
Komentarze
Prześlij komentarz