Krząszcz Walenty - biografia


Walenty Krząszcz (1886–1959) – nauczyciel, pisarz i działacz społeczny ze Śląska Cieszyńskiego. Jjako pisarz był kronikarzem lokalnej cieszyńskiej społeczności. Jego utwory i wspomnienia stanowią cenne źródło wiedzy o dawnym życiu mieszkańców Śląska Cieszyńskiego – ich pracy, obyczajach, języku, tradycjach i codziennych troskach.

  • 13 lutego 1886 r. – urodził się w Górkach Wielkich, w rodzinie chłopskiej Jana Krząszcza i Marii z Jaworskich.
  • 1894–1906 – kształcił się w Skoczowie, Bielsku i niemieckim seminarium nauczycielskim w Cieszynie.
  • 1906–1914 – pracował jako nauczyciel w kilku miejscowościach Śląska Cieszyńskiego, m.in. w Rychwałdzie, Błędowicach Dolnych i Kisielowie, gdzie kierował jednoklasową szkołą.
  • 1907–1910 – rozpoczął działalność literacką. Początkowo pisał po niemiecku, później również po polsku, wykorzystując gwarę cieszyńską. Publikował m.in. cykl Wieczory zimowe u starego Pawła w czasopiśmie „Ślązak”.
  • 1912 r. – poślubił Emilię Gawłowską.
  • 1914–1915 – został powołany do armii austro-węgierskiej i wysłany na front rosyjski I wojny światowej. Po około pół roku zwolniono go ze służby z powodu złego stanu zdrowia.
  • 1915–1922 – powrócił do zawodu nauczyciela; pracował w Lesznej Górnej.
  • 1922–1939 – kierował szkołą powszechną w Międzyrzeczu Górnym. Łączył pracę pedagogiczną z działalnością społeczną: był sekretarzem urzędu gminnego, kasjerem kasy pożyczkowej i organistą.
  • 1917–1938 – publikował utwory w prasie regionalnej, m.in. w „Gwiazdce Cieszyńskiej” i „Naszym Kraju”. W twórczości utrwalał życie codzienne, obyczaje, język i mentalność mieszkańców Śląska Cieszyńskiego.
  • 1939–1945 – podczas okupacji pozostał na Śląsku. Krótko uczył w niemieckiej szkole w Lipowcu, ale został z niej usunięty. Osiadł w Górkach Wielkich, gdzie prowadził gospodarstwo rolne i pomagał mieszkańcom w sprawach urzędowych, m.in. pisząc podania.
  • 1945–1949 – po wojnie ponownie pracował w Międzyrzeczu. Organizował kursy wieczorowe dla młodzieży, działał w Polskim Stronnictwie Ludowym i krótko kierował kursem ogólnokształcącym dla dorosłych.
  • 1949–1959 – po przejściu na emeryturę kontynuował działalność literacką. W 1956 r. rozpoczął pisanie Pamiętnika z lat 1886–1914, w którym utrwalał wspomnienia z młodości i początków XX wieku.
  • 5 kwietnia 1959 r. – zmarł w Międzyrzeczu; został pochowany w Górkach Wielkich.
  • opracowano na podstawie: https://pisarzeibadacze.ibl.edu.pl/haslo/2796/krzaszcz-walenty


W publikacji w Kalendarzu Cieszyńskim 1988, który jest dostępny cyfrowo, zachował się obszerniejszy materiał autobiograficzny Walentego Krząszcza.

Znamy także jego fabularyzowane wspomnienia „W złotym Cieszynie”, „Przed maturą”.

Co ciekawe, może istnieć jeszcze gdzieś - (niedokończony i niewykorzystany): „Pamiętnik z lat 1886-1914”!


"Zaraz po powrocie poszedłem do czytelni w Domu Narodowym. Nic było tam żadnego ruchu. Siwowłosy bibliotekarz zdziwił się niemało, że ktoś kiej wojna, przyszedł książki wypożyczyć.

 — Może Pan całą furę zabrać — powiedział mi. — A co pan, taki młodzik, w wojsku nie służy? Co panu brakuje?

 — Choroba oczu i ... i ... i nerek — tłumaczyłem się zażenowany.

 — Ehe! Gdzieś się pan tak urządził?

 — Na froncie — scyganiłem.

 — Co pan z cywila?

 — Nauczyciel.

 — Aha I jakie książki lubi pan czytać?

 — Książki o chłopach polskich, o prostym ludzie, o polskim życiu na wsi, o tych starych szlacheckich dworach — no i coś z historii Polski.

 — Wszystko jest, dobrodzieju.


I powiozłem na furze kupę książek. Reymont (Chłopi), Tetmajer, Prus, Konopnicka, Orzeszkowa, Maria Dąbrowska, Kraszewski, Sienkiewicz i wiele innych. Chryste Panie, jak ja się rozczytałem! Dniem i nocą. I począłem pisać (w czasie wojny) krótkie opowiadania, nowelki, opisy etc. Pierwszy felieton pt. Adwent posłałem do redakcji „Gwiazdki Cieszyńskiej”. I znów czekałem z „zapartym oddechem”, jak to przyjmą. A tu zaraz w następną sobotę widzę mój felieton jak był pod sztrychem w „Gwiazdce”. Równocześnie napisał mi śp. ks. Tomanek list, który mnie ogromnie na duchu podniósł i zapał do dalszej pracy literackiej wzbudził.


— Pan posiada znakomity talent pisarski, niezwykły zmysł obserwacyjny, żywą wyobraźnię, a przede wszystkim słoneczny nastrój i humor. Niech pan nie zaniedba swego talentu, niech się pan niczym nie zraża. Zapewniam pana, iż rzeczy pańskie czytać będą z upodobaniem. Z czasem zabierze się pan do napisania obszerniejszej opowieści ludowej, którą „Dziedzictwo” chętnie przyjmie i wydrukuje. Na razie niech pan czyta pilnie naszych mistrzów literatury polskiej, niech się pan kształci pod względem językowym. Nie trzeba się wcale wysilać na jakiś arcywytrawny styl. Powieści ludowe winny być pisane językiem prostym, częściowo dialektem, to pociągnie nasz lud. (Maryjko święta, jeszcze nie skończyłem. Proszę wybaczyć, bo to tak jest u mnie, że jak się zacznę zwierzać wobec przyjaciela, to trudno mi skończyć.)

Więc tak zachęcił mnie do twórczości czcigodny ks. Tomanek. Do zakończenia wojny napisałem dużo powiastek dla „Gwiazdki” (pod pseudon. Walenty z Witalusza). Czytelnicy „Gwiazdki” zwrócili na moje rzeczy uwagę, podobały się im.

— Cóż to za sakramentnik ten Walenty z Witalusza? To ci ale oferma, jak on to nas zna.

 — Bezmali jakisik nauczyciel spod gór.

 — Dobrze sie czyto te jego bajtki, No ni?

 — Ale ja.

Po wojnie drukowało „Dziedzictwo” prawie co rok moje rzeczy: Z cieszynskośląskiej wsi, Szkoła na pustkowiu, Sfałszowany testament, Janek itd. moje wypociny.

Jak przyjęła prasa moje dzieło? Serdecznie. Posiadam z czasów przedwojennych dużo wycinków z gazet, w których oceniają moje dziełka przychylnie. Jasne, że gdybym miał po temu warunki, pisałbym więcej, a przede wszystkim lepiej. Ale cóż, przyszła na mnie bieda. Jedynaczka moja zachorowała w roku 1923 na zapalenie szpiku kości. Leczyła się w różnych sanatoriach, nawet zagranicznych. Choroba trwała prawie 10 lat! W końcu (1926) i ja zachorowałem ciężko na zapalenie płuc, już znajdowałem się półtora nogą na tamtym świecie. Potem złamała moja żona nogę i długo chorowała. Przejścia te ogromnie mnie przygnębiły. A ileż to pieniędzy kosztowało! Rzuciłem się więc poza szkołą na inne prace zarobkowe: organistostwo, kasa, gospodarstwo rolne, sekretarza gminnego i gdzież ja miałem czas dokształcać się i gruntowniej zająć się pisaniem? Com pisał w nocy to bardzo pobieżnie, bez przygotowania, na kolanie!

Nie żyłem w tych szczęśliwych warunkach, w jakich żył p. Morcinek. Oficjalnie się też nikt moją pracą nie zajął, materialnie nie wsparł. Prasa, owszem, bardzo przychylnie do mnie się odnosiła (w załączeniu jeden wycinek z „Polski Zachodniej” — proszę przy sposobności o jego zwrot). Ale władza? Hm, szkoda mówić! Jakby Walentego Krząszcza nie było. A mogli przecież udzielić mi płatnego urlopu (jak Morcinkowi) i powiedzieć: Pisz chłopie, twoje powieści ludowe więcej pożytku przynoszą ludziom niż twa praca w szkole.

No ale któż też w dawnej Polsce troszczył się o los pisarza chłopskiego? Nie warto się zadawać z „chamami” i ludźmi, którzy ich opisują. To mię bardzo bolało".

Komentarze

Popularne posty